niedziela, 12 sierpnia 2012

Rozdział I

*z perspektywy Ver*

- Do zobaczenia za rok - Liv pomachała ręką w stronę naszego liceum, jednocześnie chowając przed chwilą otrzymane świadectwa z czerwonym paskiem do torebki.
- Idziemy do Milkshake City? - spytałam.
- Mhm. - na samą myśl o shake'u Livi oblizała górą wargę.
Wsiadłyśmy do czerwonego, londyńskiego autobusu, który zawiózł nas na Oxford Street, a stamtąd udałyśmy się w nasze ulubione miejsce - Milkshake City. Otworzyłam drzwi i przepuściłam Liv, nie było dużo osób- jacyś chłopcy, którzy zaczęli się na nas patrzeć i kobieta z dzieckiem. Usiadłyśmy przy swoim ulubionym miejscu, niedaleko okna.
- Idę zamówić. - podeszła do ekspedientki Liv
Odwróciłam się, a oni znów się patrzyli, raz na Livi, raz na mnie. "O co im kurde chodzi?!"
Evans wracała uradowana, w rękach trzymając portfel i 2 shake'i. Jeden z tych chłopaków wstał nagle i podbiegł, żeby zamówić napój, po drodze szturchnął Liv, a ta upuściła swoje. Większość wylała się na podłogę, a reszta na jej białą, apelową bluzkę
- Debilu, coś ty zrobił? - krzyknęła na niego, a ja wybuchłam śmiechem.
- Prze-przepraszam, ja odkupię te shake'i - wymamrotał blondyn.
- Ja myślę.  - spojrzała na niego z oburzeniem, po czym usiadła na krześle naprzeciwko mnie.
- Z czego się śmiejesz? - odburknęła do mnie.
- Z ciebie. - powiedziałam przez śmiech, podając Liv chusteczkę, którą zaczęła wycierać zabrudzoną na pomarańczowo bluzkę.
- Jeszcze raz bardzo przepraszam. - postawił przed nami shake'i o smaku mango.
- Dziękujemy. - odpowiedziałam.
- A może przysiądziecie się do nas? - pokazał na czterech chłopaków, którzy równocześnie się do nas uśmiechnęli.
Popatrzyłam na Livi, która pokiwała potwierdzająco głową. Wstałyśmy i wraz z blondynem podeszliśmy do chłopaków, którzy odsunęli nam krzesła, abyśmy mogły usiąść.
- Ja jestem Niall, to jest Zayn - pokazał palcem na mulata - to Harry - pokazał na lokatego - to Louis - wskazał na chłopaka w czerwonych spodniach i bluzce w paski - a to jest Liam - uśmiechnął się.
- Ja jestem Ver, a to Liv - pokazałam na siebie i przyjaciółkę biorąc słomkę do ust
- Czekajcie, ja was skądś znam - zaczęłam im się przyglądać, zaśmiali się
- To wy jesteście tym boysbandem? - spytała Livi
- Tak, nie poznałyście nas? - zaśmiał się Liam
- Sorry, ale my słuchamy mocniejszych dźwięków - odpowiedziała Liv
Z chłopakami rozmawiałyśmy jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt minut, naprawdę miło się z nimi rozmawiało, wcale nie są jak te inne sławne osoby, którym sodówka do głowy uderzyła, oni są normalni, nie licząc ich wygłupów, min itd.
- My musimy już iść, ale jeśli chcecie to możemy iść dzisiaj wieczorem razem na imprezę, co wy na to? - spytałam
- Chętnie, przyjedziemy po was, tylko dajcie do siebie jakiś kontakt - poprosił blondyn
Liv wyciągła z torebki czarny długopis, którym napisała mu na ręce swój numer telefonu
- Zadzwońcie - wzięła mnie za rękę i wyszłyśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz